Podczas egzaminu w samochodach miały być kamery. Na tylnym siedzeniu miał siedzieć instruktor kursanta. Do lamusa miała odejść nauka jazdy na placu manewrowym – ale wszystko wskazuje na to, że żadnych zmian nie będzie.
- Wolałbym, by kursanci uczyli się jednak na placach manewrowych, i żeby w samochodach nie było kamer – mówi nam Jan Ryszard Kurylczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury.
O zmianach minister miał zdecydować 21 lutego, ale termin przesunął o miesiąc. Projekt właśnie jest konsultowany. Swoje opinie do ministerstwa przysyłają dyrektorzy wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego , właściciele szkół jazdy i przewoźnicy. – Wszyscy spotkamy się pierwszego marca. Zaprosimy do rozmowy wojewodów, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo na drogach. Po burzy mózgów, minister podejmie ostateczną decyzję – mówi Jan Ryszard Kurylczyk.
W projekcie nie w pachołek, a w samochód
Dyrektorom wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego nowy projekt się nie spodobał. – Zmiany są potrzebne, bo wszystko idzie z duchem czasu. Ale pomysł ze zlikwidowaniem placu manewrowego jest zły – mówi Łucjan Górski,szef działu egzaminatorów we wrocławskim WORD-zie. – Kursanci musieliby uczyć się parkować na parkingach w mieście. To niebezpieczne. Bo o ile na placu jest ryzyko wywrócenia pachołka, tak już na parkingu można spowodować najnormalniejszą w życiu stłuczkę. To samo dotyczy zawracania na drodze. Na ruchliwej ulicy przychodzi to z trudem nawet wytrawnemu kierowcy, kursanci nie są mistrzami kierownicy – argumentuje.
Taki egzamin znacznie podwyższyłby ceny i kursów i egzaminów. Dlaczego? Bo od ewenetualnych szkód “Nauki Jazdy” musiałyby się ubezpieczyć ekstra. Do tego egzamin w mieście trwałby dwa razy dłużej. Więc zamiast 75 złotych, które płacimy dzisiaj, trzeba byłoby zapłacić minimum 150 zł.
Bez stresu
Kamery, wśród egzaminatorów nie budzą kontrowersji. A zdającym pomysł monitoringu bardzo się podoba. Miłosz Popiel, który wczoraj po raz pierwszy zdawał egzamin na prawo jazdy twierdzi, że nowe przepisy byłyby lepsze. – Jeśli na podstawie filmu z kamery, zdający może złożyć reklamacje, to nie jest to taki głupi pomysł – kwituje. Tymczasem ministerstwo uważa, że kamery są… stresujące.
- Jestem przeciwny wszystkim pomysłom, które mogą jeszcze bardziej stresować kursanta. A wsadzanie mu do samochodu instruktora i kamery, niepotrzebnie będą go denerwować – mówi Kurylczyk.
Dziś nikt oficjalnie nie chce przyznać, że żadnych zmian nie będzie i że wszystko zostanie tak jak było.
Autor artykułu: Małgorzata Agaciak, (BK)